Żegnam się z Netflixem, bez żalu

Początek marca to ważny czas dla wielu fanów seriali. W tym czasie zadebiutował już 4 sezon uwielbianego na całym świecie serialu House of Cards.

Moja radość była tym większa, że tym razem mogłem w pełni legalnie i bez zbędnych kombinacji obejrzeć serial już w dniu jego premiery, dzięki temu że Netflix otworzył swoje wrota dla polskich użytkowników.

Jakże krótka była to radość, kiedy okazało się że serial owszem, jest dostępny ale tylko i wyłącznie w angielskiej wersji. Wprawdzie z językiem angielskim nie jestem na bakier i znam go dosyć dobrze, ale zawsze wspomagam się napisami. Wszak w języku polskim istnieje (według różnych szacunków) od 6 do 10 tys słów, a ja nie jestem w stanie nawet powiedzieć ile % z nich nie jest mi obce, to co dopiero w języku obcym.

Kiedy przełknąłem gorzki smak, stwierdziłem że poczekam te kilka dni i napisy na pewno się pojawią. Owszem, napisy się pojawiły – ale do pirackich wersji odcinków… Poczułem się „trochę” oszukany. Wprawdzie cena za miesiąc używania Netflixa nie jest wg mnie wygórowana (choć niektórzy twierdzą, że tak) to jednak spodziewałem się szybszej reakcji serwisu co do spolszczania tak popularnej zawartości.

Założyłem konto w Netflixie, korzystając z darmowego miesiąca. Przez ten czas nie obejrzałem ani jednego odcinka żadnego z seriali. Postanowiłem trochę poczekać, z karty zeszły pierwsze płatności ale brak napisów w House of Cards przelał czarę goryczy i skasowałem swoją subskrypcję, która jest ważna do kwietnia. Przez ten czas obejrzę HoC na innym źródle bez moralnego kaca a do Netflixa może zajrzę, kiedy nasz kraj przestanie być traktowany po macoszemu.

admin Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *